Sobota pełna błota: Zalesie, Góra Kalwariawycieczka, MTB
Data: 2010-10-02
72.6 km
AVS: 17.3 km/h
STP: 4:11 h
Pogoda:
Jak zwykle zanim się zebraliśmy to była już 14... żeby nie tracić czasu na Kabaty dojechaliśmy metrem - na rowerach do Powina jechaliśmy już 100 razy i kolejny raz niczego nowego by nie wniósł poza stratą czasu w przebijaniu się przez miasto. Początek idzie nam bardzo sprawnie - przecinamy las Kabacki, polankę w Powsinie i lądujemy w Konstancinie koło tężni. Dalej było już trochę kręcenia - szlak niby jest oznaczony, ale i tak trochę się pogubiliśmy. Problemem było też sporo błota które na tym szlaku zalegało, w dodatku było rozjeżdżone przez jakiś traktor. Z koleinami pełnymi wody i błocka walczyliśmy praktycznie do samego Zalesia...
Przy okazli przyjrzałem się swojemu słupkowi w Zalesiu. Skubany chyba z roku na rok się oddala ;-) Niestety kiepskie wybicie do niego jest i może być ciężko tam doskoczyć, chociaż nie mówię że jest to niemożliwe :-)
Z Zalesia żeby nie wracać tą samą drogą pojechaliśmy do Góry Kalwarii. Szlak początkowo zielony, później czerwony. Tym razem błota było jakby mniej natomiast zdecydowanie więcej było wody. I jeziorek małych. Miejscami ciężko to było sensownie ominąć żeby się nie wykąpać zbytnio.
W GK zrobiliśmy malutki popas i w drogę powrotną do domu. Słońce zaczęło zachodzić, było już zimno i robiło się niefajnie. Do Warszawy dojechaliśmy już po zmroku.