Jaworzyna Krynicka, Runek, Łabowska Hala
wycieczka, MTB

Data: 2012-07-09
Statystyki:

Dystans60.6 km Prędkość średniaAVS: 13.7 km/h Czas jazdySTP: 4:24 h Suma przewyższeńALT: 1538 m Pogoda:

Ostatni dzień pobytu w Krynicy zapowiada się bardzo pozytywnie. Pogoda piękna od rana, na szlak wyruszamy spod samego domu bez zjeżdżania do miasta. Najpierw lekki podjazd pod Przełęcz Krzyżową, a później zjazd do Czarnego Potoku. Tym razem na Jaworzynę Krynicą będziemy wjeżdżać kolejką, żeby zaoszczędzić trochę czasu. Bez problemu biorą na górę rowery (jest oficjalnie pozycja w cenniku), służy do tego specjalny wózeczek towarowy. Zła wiadomość jest taka, że taka wycieczka nie jest wcale tania. Normalny bilet to 17zł plus rower 11zł, razem 28zł za osoborower. Dla nas ok, ale jak ktoś jest miłośnikiem DH i chciałby sobie pozjeżdżać cały dzień z górki to zaczyna się robić droga zabawa.

Na Jaworzynie Krynickiej pijemy szybkie piwko i ruszamy czerwonym szlakiem na Runek i dalej na Halę Łabowską. Szlak jest wyjątkowo przyjemny do jazdy rowerem: wszystko przejezdne, teren ciekawy, brak mocnych podjazdów czy stromych zjazdów. W schronisku na Łabowskiej robimy małą przerwę gastronomiczną. Kupujemy wodę i zjadamy po pomidorówce. Na Jaworzynie niestety odstraszyły nas ceny - wiadomo, jak gdzieś można wjechać kolejką to lokalne geszefty nastawione są na trochę innego klienta :/

Kontynuujemy czerwony szlak przez Wierch nad Kamieniem i Pisaną Halę. Na tej ostatniej był całkiem fajny singielek więc nawet nie zatrzymujemy się na punkcie widokowym. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na jagódki :-) Jest ich dużo i są pyszniutkie więc szkoda żeby się zmarnowały ;-)

W okolicach Cyrli odbijamy na zielony szlak, który później zmienia się w niebieski. Jest trochę stromo i kamieniście, ale zjechać się da. Końcówka to droga przez łąki trochę na czuja bo ktoś postanowił chyba przyoszczędzić na farbie do malowania oznaczeń szlaku. W Nawojowej jemy lody, bo jakoś tak wyszło że nam się gotówka skończyła a GPS twierdził że najbliższy bankomat jest w Starym Sączu... Cóż - GPS się mylił, bo bankomat był jakieś 100m od miejsca gdzie się zatrzymaliśmy :-)

Do Krynicy wracamy w całości asfaltem, bo nie ma sensu pchać się już nigdzie w góry. Początek jest ok, ale pod koniec jest dość niefajny podjazd pod Krzyżówkę. Za to do samej Krynicy jest długi asfaltowy zjazd na którym leci się ponad 60km/h :-) To był chyba pierwszy raz kiedy udało nam się wrócić z wycieczki jeszcze za dnia. Kilka pożegnalnych fotek, jedzonko, zakupy w Żabce i spać, jutro do domu :-(

Mapa

© by ArteQ 2019