Krynica: Jaworzyna Krynicka, Wierchomla, Runek
wycieczka, MTB

Data: 2012-07-06
Statystyki:

Dystans58.5 km Prędkość średniaAVS: 9.1 km/h Czas jazdySTP: 6:25 h Suma przewyższeńALT: 2440 m Pogoda:

Dzień zaczynamy od małych zakupów: trzeba ogarnąć kwestię ogumienia mianowicie. W centrum znajdujemy jakiś sklep sportowy, a w nim aż dwie różne opony do kupienia! Dobrze, że nie było ich więcej bo na wyborze spędzilibyśmy jeszcze z godzinę. Noby Nic'a za 250zł odpuściliśmy więc wybór padł na jakąś budżetową oponkę za 30zł :-) No ale przynajmniej bieżnik miała. Zmiana poszła na szczęście dość sprawnie. Jako, że niezbyt uśmiechało mi się jechać w plecaku ze zdjętą oponą Ewy to oddaliśmy ją w depozyt do sklepu :-)

No to w drogę! Ruszamy czerwonym szlakiem obok Holicy. Nie może być inaczej - spotykamy oczywiście Artura Xero, jako że jego pensjonal stoi centralnie przy szlaku. Krótka pogawędka i jedziemy dalej, bo droga daleka, a my ledwo co ruszyliśmy. Jest niesamowicie gorąco, ale jedzie się całkiem nieźle. Szybko okazuje się, że jedzie się również całkiem bez sensu. Czerwony szlak bowiem najpierw idzie mocno pod górę, dociera donikąd, po czym następuje zacny zjazd do asfaltu :-) Mogliśmy spokojnie cały ten odcinek ominąć, bo niczego specjalnego do wycieczki nie wniósł, poza oczywiście zjedzeniem czasu.

Zaraz po dotarciu do asfaltu Ewa zalicza piękną glebę, praktycznie stojąc w miejscu. Chyba monstrualnej wielkości SPA na Czarnym Potoku zrobiło na niej takie wrażenie ;-) Trochę wygina się klamka hamulcowa, ale na szczęście udaje się wszystko naprawić. 

Z asfaltu odbijamy w kierunku właściwego szlaku na Jaworzynę Krynicką. Kawałek się go trzymamy, ale później jedziemy głównie na przypał wygodną szutrówką. Nachylenie jest niewielkie, jedzie się całkiem sprawnie i bez dawania z buta. Przy schronisku robimy tylko szybką fotkę, po czym udajemy się dalej na szczyt na większą sesję foto, no i obowiązkowo pierwsze dzisiaj piwko zwycięzców ;-)

Jest trochę pochmurnie i co chwile gdzieś słychać jakieś grzmoty, ale na szczęście burza tylko straszyła. Przez cały dzień nie spadła na nas ani kropla deszczu. Jedziemy przez Runek (1080m) w kierunku Bacówki nad Wierchomlą. To chyba jeden z fajniejszych fragmentów szlaku, w dodatku jest oznaczony jako rowerowy. Ludzi niewiele, cały czas da się jechać. Jest na zmianę lekko w górę, albo lekko w dół, czyli fajnie :-)

W Bacówce kupujemy tylko wodę, wbijamy pieczątkę, cykamy parę fotek i lecimy dalej. Niebieskim szlakiem kierujemy się na Pustą Wielką (1061m), pod koniec robi się z tego lekko zarośnięty singiel. Jest trochę dziko i czasem trzeba przedzierać się przez krzaczory, ale 90% w dalszym ciągu przejezdne. W promieniu paru km nie ma żadnego "schroniska" z piwem, więc liczba spotkanych po drodze turystów wynosi dokładnie zero. Robimy mały popas na jagódki - jest ich tyle i takie pyszniutkie, że inaczej się po prostu nie da ;-)

Troszeczkę gubimy czerwony szlak, którym powinniśmy dojechać do wsi Wierchomla. Na szczęście w miarę szybko udało się pomyłkę skorygować - GPS rulez! Fragmentami jest całkiem ostro, pod koniec niestety musimy schodzić bo droga jest cała w glino-błocie z posypką wybitnie kamienistą i jechać się nie da. Forsujemy małą rzeczkę, która daje trochę ochłody i niestety przy okazji rozkleja mi buty ;-) Później w tych brudnych SPD'ach w których najpierw walczyliśmy z gliną, a później moczyliśmy w potoku poszliśmy do miejscowego sklepu i narobiliśmy syfu :P

Kontynuujemy czerwony szlak w kierunku Łomnicy Zdroju. Generalnie nie polecam: jest sporo pchania, idzie się po jakiś zarośniętych łąkach i nic ciekawego. Z Łomnicy (no prawie) odbijamy na źółty w kierunku Łabowskiej. Niestety też nie jest różowo. Tym razem pchamy bo jest stromo i dużo luźnych kamieni. Niektórym uczestnikom wycieczki udzielają się nawet jakieś emocje - rzucanie rowerem i takie tam ;-) Różowo nie jest, bo robi się powoli późnawo, do domu daleko (bardzo), a my człapiemy o suchych pyskach. Na szczęście dalej szlak robi się już całkiem przyjemny i można normalnie jechać. Turystyka rowerowa okazuje się o wiele łatwiejsza kiedy na rowerze można jechać, zamiast go nosić. Schronisko na Łabowskiej Hali wyłania się niczym oaza na pustyni - jesteśmy uratowani :-) Kupujemy wodę, chwilę odpoczywamy a nawet robimy sobie fotkę z wymuszonym przez zaciśnięte zęby uśmiechu ;-)

Z Łabowskiej mamy prostą drogę na Runek, tym razem od drugiej strony. Czerwony jest oznaczony jako szlak rowerowy i faktycznie jedzie się bardzo przyjemnie. Po drodze jest trochę lekkich podjazdów i małych zjazdów, ale generalnie jest w miarę płasko i cały czas utrzymujemy podobny pułap. Za to pułap Słońca obniżył się znacznie i na Runku meldujemy się właściwie o zmroku. Cóż - koszulki Nocnego Roweru zobowiązują: cały zjazd niebieskim szlakiem przez Przysłop robimy już po ciemku. Jest leciutko hardcore'owo bo do Krynicy zjeżdżamy z wysokości lekko ponad 1000m, szlak okazuje się prawie w całości singlem (zapewne za dnia całkiem zacnym), my mamy tylko małe pchełki na kierownicy, a na szlakach w górach nie ma zwyczaju stawiać latarni. 

Na szczęście spotkaliśmy jakieś duże zwierze typu jeleń, które wskazało nam drogę i bezpiecznie lądujemy w Krynicy, uff :-) No to szybciutko na deptak, szybciutko piwko zwycięzców (należy się!) i jakiegoś kotleta do tego. Od wyjścia z domu całość zajęła nam ok 12h.

Mapa

© by ArteQ 2019