Beskid Niski: Lackowa
wycieczka, MTB

Data: 2012-07-07
Statystyki:

Dystans43.9 km Prędkość średniaAVS: 10.5 km/h Czas jazdySTP: 4:09 h Pogoda:

Plan na dzisiejszą wycieczkę był ambitny - mieliśmy przejechać Beskid Niski z Krynicy do Wysowej Zdrój. Wyszło... nie do końca ;-)

Dzień zaczynam od naprawy butów, chociaż ciężko tutaj cokolwiek tak naprawdę naprawić. Pół podeszwy odstaje od reszty buta i wesoło kłapie na otoczenie niczym wściekły pies. Na względy estetyczne jeszcze bym przymknął oko, ale jest spory problem z wypinaniem się. Z pomocą przychodzą niezawodne zipy :-) Spinam podeszwę tak żeby się jako tako trzymała i takie rozwiązanie będzie musiało wystarczyć na dwa dni.

Wycieczkę zaczynamy od wjazdo-wejścia na Huzary, tym razem inną drogą bo chcemy temat ogarnąć możliwie szybko. Trzeba niestety trochę pospacerować, ale udaje się osiągnąć szczyt w sensownym czasie. Dalej mamy bardzo fajny zjazd zielonym szlakiem. Długi, miejscami nawet trochę stromy ale jedzie się przyjemnie, szkoda omijać ten kawałek asfaltem. 

Po przekroczeniu rzeczki zaczyna się pierwszy etap podjazdu. Jest łagodny i prowadzi przez łąki nieco zarośniętymi polnymi drogami. Jest upalnie od słońca, a nagrzana łąka też daje swoje. Gdzieś w okolicach Dzielca trochę gubimy szlak. Niestety oznacza to przedzieranie się przez maliny i inne agresywne krzaczory. To może być zabawne w zimie, ew późnej jesieni, natomiast w lecie przyroda jest w pełni sił i broni się dzielnie - zabawnie nie jest, ani trochę. Mamy więc podrapane ręce, nogi a do spoconego ciała przykleja się cały możliwy syf. Gorącoooo!

Przed właściwym "atakiem dnia" trochę gubimy drogę i niechcący odwiedzamy Słowację. Jechało się zdecydowanie zbyt fajnie co było podejrzane więc błąd został szybko skorygowany na GPSie. Wracając na ojczyzny łono spotkaliśmy grupkę Polaków na koniach. Przewodnik chyba chciał zabłysnąć i pokazać reszcie jak się pozdrawia słowackich turystów, prawie mu wyszło ;-)

Przed nami Lackowa (997m npm). Najwyższy szczyt Beskidu Niskiego. Atakujemy od zachodniej strony, tzw "ściany płaczu", najbardziej stromego kawałka znakowanego szlaku w Beskidzie. Kto był ten wie, kto nie był i tak nie zrozumie. W każdym razie większego hardcore'u w okolicy nie ma. Podejście jest strome, miejscami nawet bardzo, wytyczonej ścieżki nie ma - idzie się zboczem jak komu pasuje. Podłoże luźne: osuwająca się ziemia, kamienie, korzenie - wszystko co najlepsze :-) Żeby iść do góry trzeba łapać się drzew i podciągać, no i cały czas uważać żeby nie zlecieć w dół. Aha i jeszcze rowery. Rowery zdecydowanie nie ułatwiają podejścia. Zdjęć ze zdobywania tej niepozornej górki nie ma, wniesienie tam dwóch rowerów było na tyle absorbujące, że już nawet nie chciało mi się sięgać po aparat. Jak ktoś jest ciekawy to tutaj znalazłem stronkę, na której jest parę poglądowych fotek.

Za Lackową szlak nie robi się ani trochę fajniejszy. Najpierw sporo kamieni, później ostry zjazd i znowu sporo kamieni. Ciekawe, że jak kiedyś jechałem w drugą stronę z Wysowej do Krynicy to zapamiętałem ten zielony szlak graniczny jako jeden z fajniejszych jakim jechałem :-) Kolejną rozrywką jest podejście pod Ostry Wierch - to już zupełnie inny kaliber niż Lackowa. Idzie się co prawda po kamieniach, ale wyznaczoną drogą więc jest prawie lightowo ;-) Niestety w GPSie siadają baterie, a my jesteśmy poza obszarem mapy którą mamy. To trochę problematyczna sprawa, bo wiadomo że wycieczkę trzeba będzie zmodyfikować, ale jakoś dajemy radę się odnaleźć.

Odbijamy na żółty szlak, który powinien być zjazdem i doprowadzić nas do cywilizacji. Szlak był konkretnie zarośnięty i jestem prawie pewien, że nikt [normalny] tędy w tym roku na rowerze nie jechał. Niestety znowu jest trochę chodzenia, nie wiem czy nie szybciej byśmy dzisiejszą wycieczkę ogarnęli bez rowerów ;-) Wyciskamy ostatnie jony z baterii i znajdujemy odbicie na szlak dla koni który doprawadzi nas do cywilizacji. Tutaj na szczęście jest już całkiem przyjemny zjazd bez niespodzianek.

Dojeźdżamy do miejscowości Izby i po krótkich poszukiwaniach znajdujemy sklep. Szybka oranżada i w drogę powrotną do domu. Do Tylicza prowadzi nawet jakiś szlak przez las, po betonowych płytach niestety. Jedzie się po tym średnio, ale i tak jest nieźle, bo się jedzie a nie idzie :-) Z Tylicza mamy jeszcze kawałek asfaltowego podjazdu, a później zjazd aż do samej Krynicy. Na danie dnia i piwo zwycięzców, zasłużyliśmy :-)

Mapa

© by ArteQ 2019