Krynica Zdrój: Huzary
wycieczka, MTB

Data: 2012-07-05
Statystyki:

Dystans12.6 km Prędkość średniaAVS: 10 km/h Czas jazdySTP: 1:15 h Suma przewyższeńALT: 561 m Pogoda:

Pierwszy dzień Toud de Beskid Sądecki, prolog.

Do Krakowa dojeżdżamy PKP, jak zwykle zresztą i tradycyjnie niewyspani (niektórzy nawet lekko przepici). Ponieważ mamy trochę czasu do odjazdu kolejnego środka transportu to udajemy się w poszukiwaniu jakiegoś miłego lokalu gastronomicznego... Na szczęście znajdujemy go tuż obok stacji :-)

Do Krynicy dojeżdżamy PKS'em. Jest strasznie gorąco i podróż dłuży się niemiłosiernie, nawet zjedzenie krakowskiego bajgla (no może dwóch... albo trzech) niewiele tu pomaga. Na miejscu okazuje się, że do kwatery mamy totalnie pod górę. Ale hej! Jeżeli w internetowym opisie było napisane, że dom znajduje się tuż obok górnej stacji wyciągu narciarskiego to można było się domyślić jak będzie wyglądał dojazd :-)

Szybciutko się ogarniamy i ruszamy na małą wycieczkę zapoznawczą po okolicy. Jest jeszcze w miarę wcześnie więc szkoda tracić całego dnia na picie piwa, chociaż z drugiej strony... no ale jednak się wybraliśmy :-) Ruszamy czerwonym szlakiem na Huzary. Oczywiście szlak gubimy już na samym początku na asfalcie, kto by się spodziewał, że nagle odbije gdzieś w drzewa. Pierwsze kilkanaście metrów trzeba dać z buta, ale dalej jest już zupełnie przyjemnie. Powolutku jedziemy sobie fajnym singlem. Jest cały czas pod górę, ale da się jechać i nie ma żadnych większych przeszkadzajek. Oprócz temperatury. Ta daje czadu naprawdę mocno. Czuje się trochę jak na spinningu i to tak w okolicach 2~3 godziny. Tylko kantorka z butelkowaną wodą brak.

Huzary zdobywamy bez większych przeszkód, a właściwie to po prostu wjeżdżamy bo to nie góra do zdobywania. Teraz będzie już tylko kawałek zjazdu i piwooooo.... Przy okazji zjazdu wychodzi jednak malutki, taki tyci problemik: otóż kolarz Ewunia ma w rowerze założonego z tyłu semislicka (z mocną przewagą slicka). To świetna opona do jeżdżenia po bułki do sklepu, czy pod Rurkę albo pod Kopyto, natomiast niezbyt nadaje się do górskich zjazdów. Właściwie to wcale się nie nadaje. Będzie problem, pomartwimy się jutro.

Żółtym szlakiem jedziemy na Górę Parkową (741m n.p.m). To jakaś tam ponoć atrakcja turystyczna, więc skoro i tak jest nam po drodze to dla świętego spokoju zaliczamy. Nieco zbaczając z głównej drogi odwiedzamy źródełko miłości. Z wyglądu zrdzawa dziura przypomina trochę kibel w PKP, ale że pić się chce to ryzykuję... Woda jest fenomenalna! Zimna, orzeźwiająca z fajnym smakiem i jakby lekko gazowana. Pijemy, bierzemy na wynos :-)

Na samej Górze Parkowej jest wielkie nic, przynajmniej dla nas. Szybciutko stamtąd uciekamy. Kawałek zjazdu dróżkami na których trzeba uważać na spacerowiczów i lądujemy na deptaku w Krynicy. Szybko umawiamy się z Arturem Xero i spotykamy się na zasłużonym obiadku. Później zakupy w Biedronce (jedyny sklep czynny do późna), która stała się naszym małym przekleństwem - chyba ani razu nie udało nam się wrócić z wycieczki dostatecznie wcześnie, żeby były otwarte jeszcze jakieś normalne sklepy. Powrót na kwaterkę - oczywiście pod górę :-)

Mapa

© by ArteQ 2019