Mazovia: Olsztyn
maraton, MTB

Data: 2012-05-06
Statystyki:

Dystans61.7 km Prędkość średniaAVS: 26.1 km/h Czas jazdySTP: 2:21 h Suma przewyższeńALT: 600 m Pogoda:

Tym razem wyjątkowo prawie wszystko miałem w rowerze sprawne :-) Napęd w zasadzie już nie skakał, hamulec nie wył, a nawet koło mniej więcej się kręciło jak należy. Do Olsztyna z Warszawy jest niestety całkiem solidny kawał drogi, co oznaczało że trzeba bardzo wcześnie wyjechać, a to z kolei oznaczało że jeszcze wcześniej trzeba wstać. Niefajnie, ale co począć :-)

Na miejsce docieramy bez przeszkód, zgodnie z planem Prezesa, a nawet odrobinę wcześniej. Szybko składamy rowery i jeszcze szybciej zakładamy koszulki z długimi rękawami. Było zimno i nic nie zapowiadało, że będzie cieplej. Miejsce startu trochę dziwne, bo właściwie zlokalizowane na osiedlu mieszkaniowym przed szkołą. Stoimy trochę w sektorach przestępując z nogi na nogę (z zimna, nie że siku)i równo z pierwszymi kroplami deszczu startujemy.

Z jednej strony woda z nieba, z drugiej ogień na rozjazdowym asfalcie po mieście. Na szczęście był w miarę krótki i z zakrętami dzięki czemu nie było jakiś kosmicznych prędkości (tzn jechaliśmy poniżej 50km/h, a nie powyżej) i może dzięki temu trochę bezpieczniej. Na długich i szybkich rozjazdach niestety bardzo łatwo o jakąś nieprzyjemną glebę.

Na początku trasy był jeden bardzo sztywny podjazd. Z zupełnie niezrozumiałych dla mnie względów 100% zawodników wokół mnie postanowiło pokonać go z buta. Zawsze mnie to śmieszy/zastanawia, że ludzie z 2 sektora na widok podjazdu jak na komendę schodzą z rowerów :-) Serio - skoro ja na szosowej kasecie 11-23 się tam wdrapałem to znaczy, że się jednak dało :-)

Cała trasa była bardzo ciekawa i dość urozmaicona. Asfaltu było mało, większość jechaliśmy po leśnych duktach, trochę po polnych drogach. Zdecydowanie lepsza trasa niż ubiegłoroczna. Były single, sztywne podjazdy, ostre zjazdy - no naprawdę sporo się działo. Piachu niewiele, dało się wszystko przejechać choć momentami przeszkadzał. Moim zdaniem trasa przebiła tą z Chorzeli.

Jechało mi się nadzwyczaj dobrze, chociaż często gryzłem kierownicę zębami jak trzeba było coś dociągnąć, albo utrzymać tempo na podjeździe. Na końcówce udało nam się dociągnąć do większej grupy jadącej przed nami. Bardzo się ucieszyłem, że udało się ich dojść i dość łatwo objechać - zysku czasowego co prawda z tego praktycznie nie ma żadnego, ale jest się kilkanaście oczek wyżej w klasyfikacji. Ostatecznie byłem 26 Open i 10 w M2, czyli jeden z najlepszych startów.

Mapa

© by ArteQ 2019