Gdańsk, Trójmiejski Park Krajobrazowy, Sopot
wycieczka, MTB

Data: 2011-08-13
Statystyki:

Dystans78.7 km Prędkość średniaAVS: 15.1 km/h Czas jazdySTP: 5:11 h Suma przewyższeńALT: 1075 m Pogoda:

Plan na pierwszy dzień pobytu w Gdańsku jest dość ambitny: Trójmiejski Park Krajobrazowy przez Sopot do Wejherowa. I żadne tam skróty, czy trasy dla emerytów - w końcu przyjechaliśmy tu zaznać terenu!

Zaczynamy typowo dla nas, tzn z "lekkim" spóźnieniem oraz gubimy się już na samym początku wycieczki. Nic to - taka już tradycja. Początek asfaltowy, ale szybko wbijamy się na czarny Szlak Wzgórz Szymbarskich. Pierwsze wrażenia - jest bardziej dziko niż w naszym Kampinosie, nie ma też praktycznie piachu. Największą jednak niespodzianką był całkowity brak komarów! Aż dziwnie się człowiek czuje, że może się zatrzymać w środku lasu na dłużej niż 20 sekund i nic go w tym czasie nie zjada. 

Szlak okazał się naprawdę zacny! Cały czas się coś dzieje, nie ma czasu na nudę. Na dzień dobry przywitało nas wjazdo-wejście wąwozem, kawałek po płaskim (człowiek czuje się jakby był w górach, podczas gdy tak naprawdę jest się rzut kamieniem od morza), a później zjazd. I tak praktycznie przez cały czas. Niektóre zjazdy były naprawdę niczego sobie. Wiadomo, że to nie Beskidy i nie ma co liczyć na kilka kilometrów technicznego downhillu, ale i tak było to o wiele ciekawsze niż cały Kampinos i połowa Mazowsza. Trzeba też przyznać, że szlak jest bardzo przywoicie oznakowany. 

Do samego Sopotu dojechaliśmy już szlakiem zielonym z lekkim wspomaganiem Szlakiem Dzików. Niestety żadnego dziczka nie spotkaliśmy :-( Po małym popasie zrobiliśmy nawrotkę na czerwony szlak do Wejherowa. Tutaj teren był jakby łatwiejszy - tzn więcej było szerokich leśnych dróg czy szybkich szutrów, dzięki czemu tempo trochę nam wzrosło. W pewnym momencie szlak jednak zgubiliśmy i techniką offroadową miedzy drzewami dojechaliśmy do jakiegoś asfaltu. Niestety zaczęło też lekko padać i nie wyglądało na to, żeby szybko miało przestać. Pomijając drobną kwestię braku szlaku z mapy wynikało, że do Wejherowa mamy jeszcze całkiem solidny kawałek. Postanowiliśmy więc odpuścić temat i szosą zjechać do Gdyni, w końcu jazda w deszczu to żadna frajda...

Oczywiście nas pokarało, bo jak tylko dojechaliśmy do Gdyni to deszcz ustał, a nawet były pewne przebłyski słońca. Na szybko zwiedziliśmy więc port, tradycyjnie zaczynając oczywiście od dupy strony - tzn. od kontenerów, magazynów i dźwigów przeładunkowych. Po małym kręceniu dotarliśmy też jednak do tej bardziej turystycznej części z pamiątkami, lodami, goframi i Darem Pomorza przy molo.

Powrót do Gdańska w całości wzdłuż wybrzeża. Najpierw zaliczyliśmy Rezerwat Kępa Redłowska - mały ale całkiem sympatyczny. Widać, że lokalsi też go lubią, bo dla przeciwników grawitacji usypane były jakieś hopy. Skrajem klifu dojechaliśmy właściwie do samego Sopotu. Później wjazd na ścieżkę wzduż morza i do domu na zasłużony odpoczynek. 

Na przejechane prawie 80km trasy zrobiliśmy jakieś 1075m przewyższeń. Jak ktoś myśli, że nad morzem będzie płasko to może się srogo zdziwić :-)

 

Mapa

© by ArteQ 2019