Memoriał Bercika
maraton, MTB

Data: 2011-07-16
Statystyki:

Dystans31.7 km Prędkość średniaAVS: 18.8 km/h Czas jazdySTP: 1:40 h Pogoda:

Wyjątkowo udaje mi się być na starcie sporo wcześniej niż trzeba. Co prawda zostało to okupione brakiem śniadania w domu, ale za to nie stałem w kolejce do biura zawodów. Ponieważ w planach miałem porobić jakieś zdjęcia przepisuje się na dystans standard (jedna pętla 16km zamiast trzech). Sprawnie odbieram pakiecik (numerek, chip, żel, koszulka) i jadę na poszukiwania sklepu z ofertą śniadaniową.

Starty dystansów sport i standard oddzielone są 15 minutową przerwą - bardzo rozsądnie. Mimo, że trochę zagapiłem się z ustawianiem sektorów to udało mi się stanąć w drugiej linii. Z poprzedniej edycji wiedziałem, że trasa jest wąska i dość techniczna. Do tego organizatorzy zapowiadali, że jest conieco błotka, a to oznaczało że wyprzedzać będzie bardzo ciężko. Po starcie szybciutko wyrwałem do przodu, żeby znaleźć się w czołówce. Po pierwszych 300m jechałem już w okolicach 6 miejsca - więc było dobrze :-) 

Trasa była chyba identyczna jak w zeszłym roku, z tym że teraz było trochę kałuż oraz parę miejsc z głęboką wodą - w tygodniu przed zawodami trochę padało. W większości jechało się singlem więc wyprzedzać było naprawdę ciężko. Jadąc w czołówce po raz pierwszy od naprawdę bardzo dawna czułem, że się ścigam a nie tylko biorę udział w maratonie. Wspaniałe uczucie kiedy na piaszczystym podejściu zamiast iść z rowerem to z nim biegniesz! 

Na trasie zaliczyłem niestety 3 wpadki. Najpierw utopiłem rower po stery w niepozornej koleinie wypełnionej wodą. Później na zjeździe hamulce postanowiły zrobić sobie wolne i trzeba było ratować się glebowaniem żeby nie zatrzymać się na drzewie. Tragedii nie było i szybko się pozbierałem, ale trochę pewności siebie mi to odjęło na najbliższe kilometry. Drugą glebę zaliczyłem próbując przejechać inny niepozorny rowek wypełniony wodą. Ja przejechałem (a właściwie przeleciałem) podczas gdy rower postanowił zostać z tyłu i popatrzeć na mój lot z dystansu. Znowu uciekły cenne sekundy - oraz co gorsze delikwent jadący przedemną.

Większość trasy jechałem sam. Gentelmeni przedemną odjechali mi na pierwszych kilometrach na tyle, że straciłem ich z pola widzenia. Na szczęście za mną też było pusto więc jechało się dość komfortowo i bez zbędnego ciśnienia :-) Wiadomo taka jazda ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne. Faktem jest, że w grupie jedzie się jednak szybciej. Na końcówce udało mi się dogonić i objechać jedną osobę i na mecie ostatecznie zameldowałem się 5 open i 4 w kategorii M2 (przy czym ta kategoria na Berciku jest baaaardzo szeroka - właściwie każdy kto już jest pełnoletni, a jeszcze nie podpiera się laską wpada do M2). Trochę szkoda, bo do podium zabrakło bodajże 23 sekund

Jeżeli chodzi o organizację imprezy to podobnie jak rok temu - stała na najwyższym poziomie! Od rzeczy najważniejszej, czyli posiłku regeneracyjnego "po" - była pełna micha makaronu utopionego w ogromnej ilości sosu z mięsem i warzywami; przez gratisy z pakietu startowego (żel, smycz, koszulka); sprawną dekorację; obfitą tombolę oraz naprawdę ciekawą, dobrze oznakowaną i zabezpieczoną przez wolontariuszy trasę. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że wszystko to było dla zawodników całkowicie darmowe! Jedynie zwrotna kaucja za chipa, wpisowego brak. Szkoda, że Bercik nie może zobaczyć jak świetną imprezę udało mu się stworzyć. Znowu.

Mapa

© by ArteQ 2019