Szczyrk: Skrzyczne, Węgierska Górka
wycieczka, MTB

Data: 2011-05-04
Statystyki:

Dystans62.9 km Prędkość średniaAVS: 10.9 km/h Czas jazdySTP: 5:45 h Suma przewyższeńALT: 2358 m Pogoda:

Wczoraj spadł śnieg więc dzisiejsze warunki mogą być nieco trudniejsze niż zwykle. Pozytywne jest natomiast to, że nic z nieba już nie pada i jest szansa na odbycie całodniowej wycieczki. Zjeżdżamy do miasta, tylko zamiast pod wyciąg to do sklepu - jest przeraźliwie zimno w ręce i trzeba na szybko kupić jakiekolwiek pełne rękawiczki. No to kupujemy 3 pary takich szmateksów po 10zł, które jak się później okazuje ratują nam życie :-)

Na pierwszym wyciągu jest dość zimno, natomiast na drugim jest już przeraźliwie zimno. Krzesełka jadące z góry są pokryte lodem i uroczymi sopelkami - cudów nie ma, majorki na szczycie nie będzie ;-) Mimo, że mam na sobie wiele warstw (koszulka termiczna z długim rękawem, bluza z WS, bluza ocieplana, cytrynka Treka, buff na twarzy) jest zimno. Próbujemy jechać, bo stanie w miejscu nie powoduje że robi się cieplej, jest problem z butami - przez otwory wentylacyjne wlatuje mroźne powietrze. Zaklejamy buty taśmą izolacyjną, ale mam wrażenie że więcej czasu zajęło mi samo zaklejanie niż ta taśma się później utrzymała. 

Jedziemy zielonym w kierunku Malinowskiej Skały, zaczyna się robić znośnie. Nie ma wiatru więc te warstwy które na sobie mamy dają radę, rękawiczki też sprawdzają się na tyle że ręce nie zamarzają. W stopy dalej jest zimno, ale jak się kręci to nie ma tragedii. Wygląda na to, że jednak pojedziemy trasę wg planu bez szukania najkrótszej drogi odwrotu do domu :-)

Widoki są więcej niż zacne - szczególnie kiedy chmurki trochę się rozwieją i wychodzi słoneczko. Szczyty ładnie ośnieżone, widoczność bardzo dobra. Nam też jedzie się już coraz lepiej. Dzięki temu, że jest zimno nie ma chlapy ani błota, ziemia jest przyzwoicie zmrożona.

Omijamy Baranią Górę i z zielonego mykamy na czerwony w kierunku Węgierskiej Górki. W zdecydowanej większości jest to zacny zjazd - bez ekstremy, ale trochę technicznych odcinków było. Trzeba też uważać na oznaczenia, bo szlak lubi niespodziewanie odbijać gdzieś w bok i można przegapić.

Z Węgierskiej Górki wyjeżdżamy asfaltem, Jasiek ma już dość i wraca do Szczyrku przez Żywiec, my walczymy dalej. Drogami przez Radziechowy dojeżdżamy do Twardorzeczki. Początek kawałek żółtym szlakiem, ale szybko go porzucamy i jedziemy stokówką która ma nas zaprowadzić na Skrzyczne. Droga okazuje się bardzo pro-rowerowa (nawet jakiś maraton tędy szedł). Początek asfaltowy, później robi się szutrówka. Nachylenie niewielkie, plus ładne widoki więc jedzie się przyjemnie. Przed samym szczytem natomiast droga ślepo się kończy i jest zonk :-) Do schroniska przedzieramy się przez krzaczory na azymut, bo przecież nie będziemy się wracać do szlaku ;-)

Zjazd początkowo zielonym szlakiem trawersującym zbocze. Wąski singiel ze sporą ilością kamyczków i korzeni więc trzeba uważać żeby nie wyglebić, szczególnie jak się jedzie bez hamulca ;-) Początek czerwonego też dość średni, miejscami dajemy z buta żeby nie ryzykować dachowania. Przy Przełęczy Siodło trochę mylimy drogi bo szlak jest kiepsko w tym miejscu oznaczony. Pamiętałem że jest tam fajna ścieżka, a tymczasem śmigamy w dół szeroką szutrówką - trzeba było to naprawić! Przedzieramy się więc znowu przez jakieś krzaczory, ale wspomnianą ścieżkę udało się znaleźć i zjazd nią faktycznie był zacny. Tym razem wąski singiel, ale bez kamieni/korzeni, czyli to co lubimy. 

Z Buczkowic powrót asfaltem do Szczyrku. Jedziemy na pizzunię, której nie ma bo piec wyłączony :-( Wciągamy za to pomidorówkę i po schaboszczaku... no dobra, izo też było ;-) Bardzo pozytywny dzień!

Mapa

© by ArteQ 2019