Szczyrk: Skrzyczne, Wisła, Trzy Kopce, Brenna, Beskid Węgierski
wycieczka, MTB

Data: 2011-05-02
Statystyki:

Dystans60.2 km Prędkość średniaAVS: 13 km/h Czas jazdySTP: 4:37 h Suma przewyższeńALT: 2373 m Pogoda:

Pogoda robi się w końcu taka jak być powinna od samego początku. Plan jest w miarę ambitny więc ruszamy rano - rano dla nas, czyli okolice 10 a nie np 13 jak to się już zdarzało ;-) Na Skrzyczne zbijamy się wyciągiem - niby można podjechać jakąś szutrówką ale trochę szkoda nam na to czasu. Ciekawsza będzie jazda po szczytach w terenie niż mozolny podjazd wijącą się drogą jakich setki.

Lecimy zielonym przez Małe Skrzyczne i Malinowską Skałę. Widoki bardzo zacne z racji tego, że las w znacznej mierze został zjedzony przez kornika więc drzewa nic nie zasłaniają i widać całą panoramę Beskidu Śląskiego. Szlak bardzo przyjemny, z buta musimy dawać tylko ostatni kawałek przez Malinowską Skałą - kamienie & korzenie, podjechać nie da rady.

Odbijamy na żółty szlak w kierunku Wisły. Ponoć był bardzo fajny zjazd, ale teraz okazało się, że częściowo ten fajny terenowy zjazd zamienił się w szeroką i utwardzoną szutrówkę. Na szczęście tylko na kawałku, w końcu nie przyjechaliśmy to jeździć wygodnymi drogami.

W Wiśle zatrzymujemy się na mały popas i wciągamy obiadek. Jesteśmy dopiero w połowie wycieczki, a przecież na głodniaka nie będziemy jeździć ;-) Podjazd żółtym pod Trzy Kopce z pełnym brzuchem jest dzięki temu nieco trudniejszy, ale i tak do zrobienia w siodle. Na górze spotykamy tłum rowerzystów - bardzo pozytywne! Rozdzielamy się też na dwie ekipy: Rabra z Cynamonem jadą prostszą drogą do Sczyrku, a my jeszcze trochę pokręcimy, żeby wykorzystać dzień na maksa bo pogoda na jutro niezbyt optymistyczna :/ 

Lecimy niebieskim w stronę Orłowej, ale ponieważ nie mamy ochoty na kolejny podjazd to odbijamy wcześniej w jakąś przecinkę i zjeżdżamy wygodną szutrówką do Leśnicy. Nie jest to może wymarzony zjazd, bo lepiej byłoby po terenie, ale przynajmniej szybko dostajemy się tam gdzie chcemy. 

W Brennej szybkie uzupełnienie płynów oraz postój na loda :-) Dalej przebijać się będziemy w kierunku czerwonego szlaku, który idzie z Przełęczy Salmopolskiej do Karkoszczonki. Żaden szlak nam do końca nie pasuje, więc trochę na czuja jedziemy drogą, która wg mapy powinna nas zaprowadzić na Grabową. Strzał w dziesiątkę - najpierw łagodny i wygodny asfalcik, później kawałek terenu i może ze 100m z buta. Szybko i sprawnie docieramy na końcówkę czarnego szlaku na Grabową.

Dalej do przejechania mamy cały (jakże zacny!) Beskid Węgierski. Jest stosunkowo płaski, ale bardzo przyjemny rowerowo, chociaż bez jakiś specjalnych widoków. Mamy dobry time'ing więc po drodze cykamy trochę fotek. Najfajniejszy fragment to chyba singiel trawesujący Beskid tuż przed Przełęczą Karkoszczonką - wąsko, korzeniście i można pięknie polecieć w dół :-)

Pizzunia, izotonik i wycieczka dobiega do końca :-)

Mapa

© by ArteQ 2019