Szczawnica: Lubań, Czorsztyn
wycieczka, MTB

Data: 2010-07-12
Statystyki:

Dystans60.2 km Prędkość średniaAVS: 13.21 km/h Czas jazdySTP: 4:32 h Suma przewyższeńALT: 1368 m Pogoda:

Zaczynamy od zjazdu do Krościenka i małych zakupów - picie plus batoniki, na szlaku nie będzie szans żeby kupić coś do jedzienia, a trochę kalorii pewnie wypocimy ;-) Szukamy też mapy Gorców do kupienia, bo nie mamy ale żadna mi nie pasuje: albo kiepska skala (1:35k na rower się średnio nadaje), albo obejmuje nie to co trzeba, albo jest dobra tylko kosztuje 38zł (!!!), co jest leciuchną przesadą. Ostatecznie rezygnujemy i będziemy jechać na tzw. przypał wspomagany GPS'em ;-)

Podjazd pod Lubań od początku jest męczący - nachylenie nie jest może ekstremalne, ale droga jest miejscami trochę kamienista i pokonujemy ją w palącym słońcu. Pot leje się strumieniami. Małą przerwę robimy na Marszałku, kultowej już górce (pozdro Rabra & Tomek) ;-) Wody szybko ubywa, a do przejechania jeszcze sporo zostało.

Czerwony szlak jest w 95% do podjechania, podprowadzić trzeba tylko na kilku nielicznych fragmentach gdzie luźne kamienie nie pozwalają normalnie jechać. Dojeżdżamy do bazy namiotowej na Lubaniu i robimy mały popas plus trochę fotek. Lubań jakoś nie ma szczęścia do schronisk, ponoć jest przeklęty ;-) Działająca w okresie letnim baza namiotowa to kilka namiocików rozstawionych na polance plus kuchnia polowa pod drewnianą wiatą. Dostać można herbatę, oraz wodę z sokiem. Idziemy do źródełka zatankować wodę, ledwo cieknie ale jest zimna i dobrze smakuje.

Dalszy plan jest taki, żeby kontynuuować czerwonym szlakiem szczytem pasma na zachód. Początek to zejście z Lubania - kawałek niezłego hardcore'u - stromo, korzenie plus luźne kamienie. Pewnie mając jakiegoś zjazdowego potworka plus nieco umiejętności dało by się tam zjechać, na lekkim sztywniaku nie ma szans.

Odcinek chodzony szybko się jednak kończy i zaczyna się super ścieżka biegnąca trochę płasko, trochę w dół. Jedzie się naprawdę ekstra, takie fragmenty lubimy :-) Technicznych kawałków raczej niewiele, jazda jest za to bardzo ciekawa, nie ma monotonii ciągle coś się dzieje, jest ciekawie.

Mniej więcej na wysokości gdzie kończy się jezioro Czorsztyńskie postanawiamy, że pora zjeżdżać do cywilizacji. Kolejna okazja, żeby GPS do spółki z wgraną topograficzną mapą Tatr się wykazał. Zostawiamy czerwony szlak i jedziemy przecinkami przez las służącymi do zwożenia drzewa, dokładnie wg mapy, dokładnie tak jak chcemy.

Powrót do Krościenka asfaltami, byłem przekonany że będzie płasko i szybko - nic z tego. Co chwile ostre podjazdy i zjazdy, płaskich odcinków brak. Mamy trochę czasu więc zjeżdżamy do Czorsztyna z nadzieją na zobaczenie zamku. Zły pomysł. Zamek zamknięty, z rowerem nie można itd... bez sensu. Wracamy do szosę, teraz będzie już non stop zjazd do Krościenka, fajnie :-)

To był ostatni dzień jazdy po górach, wyjazd zakończyliśmy tradycyjnie pizzunią i izotonikiem.

Mapa

© by ArteQ 2019