Mazovia: Szydłowiec
maraton, MTB

Data: 2010-07-04
Statystyki:

Dystans66.2 km Prędkość średniaAVS: 21.6 km/h Czas jazdySTP: 3:03 h Pogoda:

Rano szybkie śniadanko i pędem do lokalu wyborczego wybierać prezydenta - jakoś nie do końca miałem zaufanie do rodaków, że sami bez mojej pomocy zdołają dokonać właściwego wyboru. Droga do Szydłowca bezproblemowa, dużo lepsza niż ta na Lublin, na miejscu jesteśmy o 10, czyli na godzinę przed startem - akurat.

Pierwszy raz w tym sezonie startuję z I sektora, trochę się obawiałem że będzie ogień i mnie rozjadą na pierwszych kilometrach, ale okazało się że było zupełnie OK. Start był bardzo spokojny, na krótkim asfalcie i brukowanej drodze tempo ok 40km/h, nikt się nie przepychał ani nie wyrywał do przodu.

Wjazd do lasu i walczymy z koleinami, jazda głównie gęsiego, jest trochę kałóż i głębokiego błota przy którym trzeba zwolnić. Jednak plusem I sektora jest to, że zupełnie nie ma zatorów, cały czas się jedzie nawet jeżeli miejscami trochę wolniej. Mogę sobie tylko wyobrazić, że ci co startowali z tyłu mieli kolejkę jak do mięsnego :-(

Na szybkich leśnych szutrach parę osób mnie wyprzedza. Nie staram się utrzymać koła za wszelką cenę - dystans do przejechania jest bardzo długi - 67km, nie ma sensu ujechać się już na początku. Co jakiś czas odwracam się tylko i szukam wzrokiem Marcina. Plan minimum był taki, żeby nie objechał mnie zbyt mocno ;-) Wystartowałem lepiej więc czekałem aż mnie dojdzie i będę mógł się pod niego podczepić - nie doczekałem się, okazało się, że zaliczył solidnego dzwona na 3km.

Przejazdy przez łąkę w rozjeżdżonej trawie - porażka. Tempo spacerowe, jedzie się ciężko i ciągle trzeba uważać bo pod trawą czają się różne niespodzianki. Dalsze sektory pewnie miały łatwiej bo łąka była już nieźle wyjeżdżona. Podjazd pod najwyższą górę mazowsza bezproblemowy - fajna ścieżka w terenie z kamieniami, ale spokojnie daję radę na szosowej kasecie. Zjazd między drzewami - coś wspaniałego. Długi, twardy i szybki. Na jednym zakręcie za szybki, lądujemy między drzewami ale szybko wracamy na szlak.

Na trasie było tez trochę asfaltowych podjazdów typu "ścianka". Męczące na grubych oponach, ale na szczęście dość krótkie. Samych asfaltów też raczej niewiele, tylko krótkie odcinki dojazdowe.

Zjazd strumieniem - wielu osobom bardzo się spodobał, jak dla mnie był dość średni. Póki jechało się po kamieniach a strumyczek był niewielki było jeszcze spoko, choć niezbyt przyjemnie. Później jednak ze strumyczka zrobiła się mała rzeczka i zupełnie nie widać było po czym się jedzie, trzeba uważać żeby nie zaliczyć jakiegoś lotu na kamieniu.

Końcówka trasy od drugiego bułefu: ciężko, jadę praktycznie cały czas sam. Podłoże bardzo nierówne, wybija z rytmu nie idzie równo kręcić. Znowu trafia się jakaś trawa do przejechania. Trasa wydłużona tutaj trochę na siłę - nic ciekawego, spokojnie można było z tego zrezygnowac i szybciej uciec na metę.

Mapa

© by ArteQ 2019